Jakiś czas temu pojawił się post na temat troskliwości mojego, wówczas rocznego synka.. Odkąd sięgam pamięcią Tymek był bardzo uczuciowy, troskliwy i.. porządny - wiem, wiem.. powiecie, że jestem matką to i nie jestem obiektywna, ale jest jedno ale.. taką samą opinię uzyskałam od niani zajmującej się Tymkiem.. Twierdzi, że Tymek po każdym posiłku sprzata po sobie, gdy zrobi siku w nocnik - sam wylewa zawartość do wc, gdy coś wysypie - posprząta, wyleje - leci po ścierkę i wyciera, gdy ktoś płacze - głaska i co dla mnie zadziwiające cieszy się z sukcesów pozostałej dwójki podopiecznych..
Sama zauważyłam te cechy, a teraz coraz bardziej wyodrębnia się jeszcze jedna.. empatia. Tymek potrafi rozpłakać się na piosence: Trzy kurczaki, bo mama kwoka zostawiła małe kurczaczki same a deszcz na nie padał.. spędzamy wówczas 30min. na tłumaczeniu mu, że ona poszła po parasol.. Oczywiście to przykład, ale takich przykładów mogłabym mnożyć.. P uważa, że to niekoniecznie dobrze, że jest taki "dobry" i empatyczny. Gdyby był dziewczynką, to tak..ale chłopak? dostanie po dupie i tyle, że nie opłaca się być dobrym..
Sama nie mam zdania na ten temat, nie zastanawiałam sie nad tym, ale w istocie Tymek jest niezwykle wrażliwy i z każdym miesiącem widać to coraz bardziej..
...........................................................................................
A teraz coś zupełnie innego.. coś dla ducha i..ciała:D
Wczoraj wzięło mnie na szyszki z.. dzieciństwa.. A ponieważ nie miałam krówek, bo przez Tymcia chorobę jesteśmy uziemieni musiałam zdać sie na P. Kupił krówki, ale niestety nie ciągutki - no cóż..
Nie korzystałam z przepisu z strony a jedynie z takiego co zapamiętałam, gdy szyszki robiła moja babcia...
1.W garnuszku rozpuściłam krówki, ok. 130g, dodałam ok 3 łyżeczek masła i łyżeczkę nugat - całość rozpuściłam nie doprowadzając do wrzenia - banał! Dodałam łyżkę kakao i wymieszałam.
2. Do sporządzone masy wsypałam 50g ryżu preparowanego, całość wymieszałam
3. Mokrymi dłońmi formowałam szyszki, wsadziłam na chwilę do lodówki i... przeniosłam się w czas dzieciństwa :)))
Smacznego!
wtorek, 26 marca 2013
poniedziałek, 25 marca 2013
Powoli się budzę..
Dawno się nie udzielałam, czym to spowodowane? Sama nie wiem.. okres poświąteczny jakoś mnie nie napawał nastrojem do zwierzeń.. Tym bardziej, że nic się nie układało po mojej myśli.. Oczywiście nadal nie jest cudownie, nadal mam mętlik w głowie, ale wraz z pojawiającym się słoneczkiem, nie mylić z wiosną, trzeba się wziąć za siebie..
Tymek coraz starszy, coraz mądrzejszy i..cwańszy.
Zaczyna łączyć słowa, coraz lepiej mu to wychodzi, pięknie umie już wyrażać swoje myśli..
Dzisiaj znowu mnie zastrzelił swoją umiejętnością logicznego myślenia i.. ciętej riposty? Sama nie wiem.. oceńcie:)
Na obiad dziś ziemniaki z potrawką z mięsa wołowego, marchewki i groszku. Moje dziecię siedzi przy stoliku, wybrało łyżkę, co było trafnym wyborem, bo dość rzadkie to drugie danie.. No i widzę, że skutecznie walczy łyżką, aby czasem nie wybrać groszku. Ale pech chciał, że się udało złowić jeden na łyżeczkę, więc on niewiele myśląc ręką go wyrzucił..
Ja pytam: a groszek?
Tymek: grosek bzytki, grosek be
Rozbroił mnie..
No i kilka aktualnych zdjęć..
Twórczy poranek..
I samo dzieło powyżej
No cóż.. tor przeszkód trzeba sobie samemu skołować..
Radość z zabawki od cioci Diany:
Tymek coraz starszy, coraz mądrzejszy i..cwańszy.
Zaczyna łączyć słowa, coraz lepiej mu to wychodzi, pięknie umie już wyrażać swoje myśli..
Dzisiaj znowu mnie zastrzelił swoją umiejętnością logicznego myślenia i.. ciętej riposty? Sama nie wiem.. oceńcie:)
Na obiad dziś ziemniaki z potrawką z mięsa wołowego, marchewki i groszku. Moje dziecię siedzi przy stoliku, wybrało łyżkę, co było trafnym wyborem, bo dość rzadkie to drugie danie.. No i widzę, że skutecznie walczy łyżką, aby czasem nie wybrać groszku. Ale pech chciał, że się udało złowić jeden na łyżeczkę, więc on niewiele myśląc ręką go wyrzucił..
Ja pytam: a groszek?
Tymek: grosek bzytki, grosek be
Rozbroił mnie..
No i kilka aktualnych zdjęć..
Twórczy poranek..
I samo dzieło powyżej
No cóż.. tor przeszkód trzeba sobie samemu skołować..
Radość z zabawki od cioci Diany:
niedziela, 13 stycznia 2013
Zmiany..
Jakoś nie mogę się pozbierać.. ten Nowy Rok mnie dobił i
nawet nie umiem powiedzieć co w nim mnie tak dobija.. Mam wrażenie, że wszystko
jest nie tak, że nic się nie układa, a przecież powinnam się cieszyć.. dziecko
zdrowe, mąż zdrowy, ja zdrowa.. Tyle się nazbierało, tyle zmian wraz z Nowym
Rokiem i tyle decyzji do podjęcia.. Jakoś nie ogarniam tego wszystkiego.. ale
zacznijmy od początku..
Wraz z Nowym Rokiem mój mały dzielny rycerzyk także
rozpoczął nowy etap w swoim życiu.. Zaczął chodzić do niani, P. wozi go
codziennie na 8 rano i zostawia – ja odbieram go o 14.. Póki co ten układ
logistycznie jakoś się sprawdza i mimo narzekań męża, że mu ciężko się zebrać,
że ble ble ble.. to dajemy radę.
Mały, podobno super sobie radzi, od razu wyrywa się do zabawy
i nawet nie spojrzy na odchodzącego tatę. Jest grzeczny, komunikatywny –
niania, mówi, że zagaduje dzieciaki po swojemu, że buzia mu się nie zamyka i
coraz śmielej poczyna sobie jeżeli chodzi o „normalne” słowa. P mówi, że jak
tak zostanie, to sobie w łeb strzeli – haha, już widzę te ciągłe pytania… oj
tak! Je pięknie II danie, ba nawet sam się o nie upomina i jestem pewna, że tak
jest! Moje dziecko to głodomór, który co 2 godziny musi być zadowolony
jedzeniem J .
Podobnie jest z obiadem i tutaj także dowierzam, bowiem odkąd mały chodzi do
niani, je pięknie II dania w domu przy swoim stoliczku i na swoim krzesełku.
Ogólnie niania wypowiada się w samych superlatywach, stwierdziła, że jest nad
wyraz dojrzały a jak sama stwierdziła ma porównanie czy to do pół roku
starszego Samcia czy kilka miesięcy starszej Tosi, no i swoich synów..
Osobiście nie wiem czy wierzyć w te wszystkie pochlebstwa, ale może tak? Moja
siostra twierdzi, że nie spotkała takiego dziecka jak Tymek a sama ma dwóch
synów. Tymek ma twardy charakter i wierzę, że sobie poradzi. W domu także nieco
się zmieniło jego zachowanie.. jakoś mniej czyta, ale za to pięknie się sam
bawi, że aż czasem mam wyrzuty sumienia, że on sam się bawi a ja coś tam robię,
co nie ma znaczenia.. Musimy dać sobie jeszcze czas aby to wszystko ogarnąć..
Ja martwię się tylko jednym… aby jak najdłużej pozostał zdrowy, zwłaszcza w
dobie tej zachorowalności o jakiej się mówi.
Dzieje się u nas sporo, więc także z Nowym Rokiem wzięliśmy
się za siebie rodzinnie i zapisaliśmy małego na zajęcia pływackie. Oczywiście o
wielkim pływaniu nie może być mowy, ale i tak jest super! Co prawa P. kręcił
nosem jak się dowiedział ile taka przyjemność kosztuje i ile rzeczy moglibyśmy
za to kupić, ale trudno. Klamka zapadła – zajęcia zapłacone, nie ma odwrotu i
najlepsze.. trzeba jeździć aby mnie przepadły i to chyba jest najpiękniejsze..
Już nieraz P. mamrotał, że bardzo mu się nie chce.. Jestem pewna, że gdybyśmy
nie zapłacili, to nie jeździlibyśmy regularnie a tak – nie ma wyjścia. Mały
super się zachowuje w wodzie, tata z nim chodzi a ja gdzieś obok i to aby mnie
nie widział.. inaczej się rozkleja i koniec z zajęć. Dopiero na basenie
człowiek sobie zdaje sprawę jak bardzo zastały jest, przepłynęłam 4 długości
basenu i zdychałam jak nie wiem – szok! A pomyśleć, że wcześniej potrafiłam
przepłynąć i 20 i to w ciąży!
Zmiany dotyczą także naszego domu..
c.d.n..
wtorek, 18 grudnia 2012
Gdy się chce przeżyc życie jeszcze raz..
To nieco przewrotny tytuł mojego posta.. Ale napawa mnie wielką konsternacją to, czego bywam ostatnio świadkiem, nie są to odosobnione sytuacje, nie jest to incydentalne.. Niestety..
Ostatnio znowu byłam świadkiem sytuacji, która sprawia iż zastanawiam się i modlę o to, aby sama nie być taką mamą.. mamą, która chce przeżyć życie za swoje dziecko! Oczywiście do pewnego wieku ponoszę pełną odpowiedzialność, pełna decyzyjność spoczywa na moich barkach, ale.. no własnie ale.. kiedy można pozwolić dziecku na własne, autonomiczne zdanie? na podejmowanie decyzji, na samodzielne przeżycie własnego życia?
Cała rzecz dotyczy 14-nastoletniego dziecka, oj przepraszam, toż to już nastolatka! Dziewczynka jeszcze nigdy (ani z koleżankami, ani sama) nie była np. na zakupach ciuchowych, zawsze, ale to zawsze jest z.. mamą, bo przecież: "Ona nie wie jak się ubrać", bo przecież "Ona nic sobie sama nie wybierze", bo przecież "Ja wiem co jej się podoba". To głupi przykład - wiem, ale pokazuje zależność córki od matki..a może i matki? Dziwnym trafem obie mają 80% takiej samej garderoby!!! Niemal wszystko jej w kolorze.. czarnym.. Gdy "mała" idzie do wc, po 5min słyszy: Czy coś się stało? Czy Ci pomóc? Gdy są na jakimś pokazie - córka nigdy sama nie może nigdzie iść, uczesać się, ubrać, pomalować - wszystko mama. Dziewczynka śpi z mamą (?). Owszem, nie można powiedzieć ma przyjaciółki z którymi się spotyka, ale..no właśnie ale.. Czy to nie za dużo, czy ona nie stłamsiła tej małej.. Na argument, aby pozwoliła jej iść samej na zakupy, kwituje: nie wtrącaj się, na zdanie: Zostaw ją, przecież nic jej się nie stanie, odpowiada: Ja wiem lepiej.. nie wiem już jak radzic, co robić, czy stać obok - obserwować i.. milczeć, czy próbować..
Istotnym jest, że "mała" czasem mówi do mamy: mamo, nie jestem dzieckiem, dam sobie radę, albo poczekaj itd. Kiedy ją pytam, czy ją to nie męczy, odpowiada, że już się przyzwyczaiła i wie, że nic nie pomoże.. i co robić?
Cała ta sytuacja zmusza mnie do refleksji i mocno modlę się, abym ja taka nie była względem swojego dziecka! Abym na siłę nie chciała go stłamsić, narzucić swojego zdania i wychować niezdecydowanego chłopaka, spoglądającego na mamę.. Przykre to by było..
Ostatnio znowu byłam świadkiem sytuacji, która sprawia iż zastanawiam się i modlę o to, aby sama nie być taką mamą.. mamą, która chce przeżyć życie za swoje dziecko! Oczywiście do pewnego wieku ponoszę pełną odpowiedzialność, pełna decyzyjność spoczywa na moich barkach, ale.. no własnie ale.. kiedy można pozwolić dziecku na własne, autonomiczne zdanie? na podejmowanie decyzji, na samodzielne przeżycie własnego życia?
Cała rzecz dotyczy 14-nastoletniego dziecka, oj przepraszam, toż to już nastolatka! Dziewczynka jeszcze nigdy (ani z koleżankami, ani sama) nie była np. na zakupach ciuchowych, zawsze, ale to zawsze jest z.. mamą, bo przecież: "Ona nie wie jak się ubrać", bo przecież "Ona nic sobie sama nie wybierze", bo przecież "Ja wiem co jej się podoba". To głupi przykład - wiem, ale pokazuje zależność córki od matki..a może i matki? Dziwnym trafem obie mają 80% takiej samej garderoby!!! Niemal wszystko jej w kolorze.. czarnym.. Gdy "mała" idzie do wc, po 5min słyszy: Czy coś się stało? Czy Ci pomóc? Gdy są na jakimś pokazie - córka nigdy sama nie może nigdzie iść, uczesać się, ubrać, pomalować - wszystko mama. Dziewczynka śpi z mamą (?). Owszem, nie można powiedzieć ma przyjaciółki z którymi się spotyka, ale..no właśnie ale.. Czy to nie za dużo, czy ona nie stłamsiła tej małej.. Na argument, aby pozwoliła jej iść samej na zakupy, kwituje: nie wtrącaj się, na zdanie: Zostaw ją, przecież nic jej się nie stanie, odpowiada: Ja wiem lepiej.. nie wiem już jak radzic, co robić, czy stać obok - obserwować i.. milczeć, czy próbować..
Istotnym jest, że "mała" czasem mówi do mamy: mamo, nie jestem dzieckiem, dam sobie radę, albo poczekaj itd. Kiedy ją pytam, czy ją to nie męczy, odpowiada, że już się przyzwyczaiła i wie, że nic nie pomoże.. i co robić?
Cała ta sytuacja zmusza mnie do refleksji i mocno modlę się, abym ja taka nie była względem swojego dziecka! Abym na siłę nie chciała go stłamsić, narzucić swojego zdania i wychować niezdecydowanego chłopaka, spoglądającego na mamę.. Przykre to by było..
czwartek, 13 grudnia 2012
Jak przez głupotę można zrobić krzywdę drugiej osobie..
Zacznę od początku.. Moje dziecko ma wadę wzroku, może nie jest.. straszna ale na pewno może utrudnić życie. Walkę o skorygowanie wady - zeza, bo o niego chodzi podjęliśmy, gdy Tymek miał 8 m-cy. Od tamtej pory dzielnie nosił okularki, mające za zadanie wzmocnić mięśnie oczne. Wszystko zaczęło się miesiąc, a może to było dwa miesiące temu.. Nastał czas znany i dokumentowany przez wszystkich jako bunt! Ale nie dajmy się zwieź.. moje dziecko nie ma dwóch lat, ba! on nie ma nawet półtora roku! To takie proste.. walenie głową, nogami o podłogę, trzaskanie drzwiami (swoją drogą myślałam, że to domena nastolatków), robienie na złość, wbrew i na przekór, rzucanie czym popadnie..ale taki "bunt" ma tez pozytywne strony: stał się bardziej czuły, tak cudnie przychodzi i łapie za rączkę i prowadzi, na spacerach idzie za rączkę, tyle rozumie, wszystko pokarze, coraz więcej mówi..ale przecież nie o tym chciałam pisać..
Wraz z owym buntem stała się rzecz niespodziewana, bo Tymek całkowicie odrzucił okulary.. myślałam, że coś się wydarzyło, że to było czymś spowodowane, tymczasem jak się okazuje to ten "zwykły" bunt! Próba założenia okularów przez kogokolwiek z nas kończyła się histerią, ale taką jakby go obdzierano ze skóry.. po jakimś czasie prób zwyczajnie odpuściliśmy, co jak się okazało, ma dramatyczne skutki :(
Okulistka w sposób bardzo dyplomatyczny acz dosadny uświadomiła nam, ze jesteśmy słabi, że syn nami manipuluje, że dajemy się wodzić za nos.. przecież to było takie oczywiste! Daliśmy się zapędzić w kozi róg, związać ręce i pozwolić aby 16 m-czne dziecko za nas decydowało. Pani doktor zwróciła nam uwagę, że zez mimo, iż nie jest druzgocącą wadą, jednak może wyeliminować Tymka z możliwości wyboru wśród zawodów, typu: architekt, pilot i inne. To jak bezmyślnie postąpiliśmy rezygnując. odpuszczając małemu noszenie okularów, było olbrzymią głupotą.. Głupotą, która niemal doprowadziła do konieczości zaklejenia jednego oczka, bo nie dość iż brak okularów pogłebił zeza prawego czka, to sprawił, że i drugie oczko się opuściło..
To niesamowite, jak ważna i konieczna była ta rozmowa. Razem z P wyszlismy z gabinetu z niesamowitą desperacją i konsekwencją! Tego samego dnia od 16 do 20 non stop chodziliśmy za małym i zakładaliśmy mu okulary - w sumie 123 razy! Mały ani razu nie wpadł w histerię, owszem denerwował się, ale kończyło się na tym. Wystarczyło odwrócenie uwagi. Jestem pełna nadziei...Dzisiaj już 3 dzień jak Tymek ciągle ma okularki na nosie i nie ma problemu! Uświadamia mi to tylko jedno: jak nastawienie jest ważne, nastawienie rodzica!
Cała sytuacja jest dla mnie nader stresująca, bo za 3 m-ce ponownie czeka nas zakrapianie atropiną i to niestety o mocniejszym stężeniu. Mając w pamięci poprzedni odczyn alergiczny już się boję...
Wraz z owym buntem stała się rzecz niespodziewana, bo Tymek całkowicie odrzucił okulary.. myślałam, że coś się wydarzyło, że to było czymś spowodowane, tymczasem jak się okazuje to ten "zwykły" bunt! Próba założenia okularów przez kogokolwiek z nas kończyła się histerią, ale taką jakby go obdzierano ze skóry.. po jakimś czasie prób zwyczajnie odpuściliśmy, co jak się okazało, ma dramatyczne skutki :(
Okulistka w sposób bardzo dyplomatyczny acz dosadny uświadomiła nam, ze jesteśmy słabi, że syn nami manipuluje, że dajemy się wodzić za nos.. przecież to było takie oczywiste! Daliśmy się zapędzić w kozi róg, związać ręce i pozwolić aby 16 m-czne dziecko za nas decydowało. Pani doktor zwróciła nam uwagę, że zez mimo, iż nie jest druzgocącą wadą, jednak może wyeliminować Tymka z możliwości wyboru wśród zawodów, typu: architekt, pilot i inne. To jak bezmyślnie postąpiliśmy rezygnując. odpuszczając małemu noszenie okularów, było olbrzymią głupotą.. Głupotą, która niemal doprowadziła do konieczości zaklejenia jednego oczka, bo nie dość iż brak okularów pogłebił zeza prawego czka, to sprawił, że i drugie oczko się opuściło..
To niesamowite, jak ważna i konieczna była ta rozmowa. Razem z P wyszlismy z gabinetu z niesamowitą desperacją i konsekwencją! Tego samego dnia od 16 do 20 non stop chodziliśmy za małym i zakładaliśmy mu okulary - w sumie 123 razy! Mały ani razu nie wpadł w histerię, owszem denerwował się, ale kończyło się na tym. Wystarczyło odwrócenie uwagi. Jestem pełna nadziei...Dzisiaj już 3 dzień jak Tymek ciągle ma okularki na nosie i nie ma problemu! Uświadamia mi to tylko jedno: jak nastawienie jest ważne, nastawienie rodzica!
Cała sytuacja jest dla mnie nader stresująca, bo za 3 m-ce ponownie czeka nas zakrapianie atropiną i to niestety o mocniejszym stężeniu. Mając w pamięci poprzedni odczyn alergiczny już się boję...
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Zmiana goni.. zmianę
Tyle się dzieje.. nie mam na nic czasu a już najmniej na możliwość sięgnięcia po kubek ciepłej kawy i komputerem.. Grudzień, to okres wielkich zmian i decyzji; niespodzianek i prezentów..
Od stycznie Tymuś idzie do niani, dzisiaj byliśmy na pierwszym, adaptacyjnym dniu i co mogę powiedzieć.. nie jest źle.. P. Dorota wydaje się być ciepłą osobą, choć zauważyłam dziwny "pośpiech", no nie wiem jak to określić.. dodatkowo jedna kwestia mi się nie spodobała, ale nie mogę po 60min wyciągać wniosków. Mamy jeszcze 2-krotnie jechać odwiedzić P. Dorotę, aby Tymuś dobrze się zaadoptował. Póki co wogóle nie wyglądał na strachliwego, owszem raz się zawstydził i dwukrotnie zwrócił do mnie, gdy czegoś nie otrzymał ale pięknie sam wyruszył na zwiedzanie mieszkania, na poznawanie zabawek i częstował się przegryzkami. A później nie chciał wyjść:)
Ja od piątku na urlop, więc będę mogła nacieszyć się moim szkrabem, jak ja go uwielbiam!
A tutaj, o... moje dzieciątko:)
http://www.youtube.com/watch?v=AXaweqB9jz4
Jak wiecie testowałam produkt - krem Euucerin i okazuje się, że moja opinia spotkała się z aprobatą i wygrałam świetny komplet kosmetyków!!! Piękny prezent. Tym bardziej, że następnego dnia dowiedziałam się, że zostałam wylosowana do testowania nowego produktu:)
c.d.n.
Od stycznie Tymuś idzie do niani, dzisiaj byliśmy na pierwszym, adaptacyjnym dniu i co mogę powiedzieć.. nie jest źle.. P. Dorota wydaje się być ciepłą osobą, choć zauważyłam dziwny "pośpiech", no nie wiem jak to określić.. dodatkowo jedna kwestia mi się nie spodobała, ale nie mogę po 60min wyciągać wniosków. Mamy jeszcze 2-krotnie jechać odwiedzić P. Dorotę, aby Tymuś dobrze się zaadoptował. Póki co wogóle nie wyglądał na strachliwego, owszem raz się zawstydził i dwukrotnie zwrócił do mnie, gdy czegoś nie otrzymał ale pięknie sam wyruszył na zwiedzanie mieszkania, na poznawanie zabawek i częstował się przegryzkami. A później nie chciał wyjść:)
Ja od piątku na urlop, więc będę mogła nacieszyć się moim szkrabem, jak ja go uwielbiam!
A tutaj, o... moje dzieciątko:)
http://www.youtube.com/watch?v=AXaweqB9jz4
Jak wiecie testowałam produkt - krem Euucerin i okazuje się, że moja opinia spotkała się z aprobatą i wygrałam świetny komplet kosmetyków!!! Piękny prezent. Tym bardziej, że następnego dnia dowiedziałam się, że zostałam wylosowana do testowania nowego produktu:)
c.d.n.
Magia świąt?
Już grudzień, ba nawet już Mikołaj za nami.. Ponieważ jak co roku wyjeżdżamy na święta, to postanowiłam w tym roku nieco wcześniej zadbać o atmosferę świąt w moim domu.. Tym sposobem pojawiły się już dekoracje świątecznie i choinka! Mało tego, w dniu wczorajszym wzięłam się za pieczenie pierników i wyszła ich pokaźna ilość.. Dobrze, bo planuję część z nich powiesić na choince a część wyłożyć na talerzyk. Powstały różne kształty, od typowo świątecznych: choinki, aniołki, ryby, domki, gwiazdki, renifery, buty, ale także: jeżyki, króliki, wiewiórki. A ponieważ mój siostrzeniec jest w stanie zjeść nieprzyzwoite ilości, to podejrzewam, że niewiele ich zostanie. Nie są jeszcze udekorowane ale zostawię to może na jutro i znowu się pochwalę:) Teraz, teraz zapraszam na wędrówkę po moich świątecznych zakątkach..
Subskrybuj:
Posty (Atom)